Wrocławski koncert Darii Zawiałow - Trasa 92
Sobota 24.02.2024 roku okazała się być wehikułem czasu do Ameryki w latach dziewięćdziesiątych, a to wszystko z pomocą Darii Zawiałow i jej nowej trasy koncertowej. Trzeba przyznać, że stanęła na wysokości zadania i zaspokoiła wszystkie aspekty wizualne i emocjonalne, a ponadto dała rewelacyjny, dwugodzinny koncert, podczas którego odbiorca ani na moment się nie nudzi. Gratulacje Darka, świetne show!
Koncert odbył się w Hali Stulecia we Wrocławiu i należał do “Trasy ‘92”, czyli promował nową płytę “Dziewczyna Pop”. Są na niej znane kawałki m.in. “Złamane serce jest okej” lub “Fifi Hollywood”. Płyta okazała się być hitem na skalę polskiej sceny muzycznej, bo dwukrotnie pokryła się platyną, czyli przekroczyła 60 tysięcy sprzedanych kopii.
Koncert odbył się w Hali Stulecia we Wrocławiu i należał do “Trasy ‘92”, czyli promował nową płytę “Dziewczyna Pop”. Są na niej znane kawałki m.in. “Złamane serce jest okej” lub “Fifi Hollywood”. Płyta okazała się być hitem na skalę polskiej sceny muzycznej, bo dwukrotnie pokryła się platyną, czyli przekroczyła 60 tysięcy sprzedanych kopii.
Krążek jest o tyle niezwykły, że dzieli się na trzy części: “Rozdział ‘92”, “Rozdział Pete Stop” i “Rozdział Backdoor” i co ciekawe, artystka wypuściła również trzy okładki do tej samej płyty i jest to jej dotychczas największy życiowy projekt. Tego samego rodzaju podziału mogliśmy doświadczyć na koncercie. Co prawda, podczas supportu i na początku występu, scena była zasłonięta czarną płachtą i widz nie mógł zobaczyć scenografii, ale gdy tylko Darka zaczęła śpiewać, kotara opadła na ziemię. Okazało się, że scena miała rozbudowane dekoracje, podzielone na wspomniane części. Zobaczyliśmy m.in. typowo amerykański, czerwony samochód przy znaku “Arizona 22”, sygnalizację świetlną i ławeczkę “Pete Stop”. Rozdziały miały na zadanie zróżnicować występ na to co było, jest i będzie. Daria ten podział tłumaczy nadzwyczaj prosto - do przeszłości należy stara miłość i bolesne rozczarowania, teraźniejszość cechuje się marzeniem o stabilizacji, a przyszłość jest patrzeniem w przód. W mojej opinii ten podział jest jak najbardziej przejrzysty i łatwy do zobaczenia przez świadomego odbiorcę.
Podczas koncertu, Daria ściśle trzymała się narzuconej sobie konwencji, bo wyświetlane były nie tylko kadry z USA, ale i trochę prywatnych ujęć z kręcenia teledysków. Dzięki temu widz mógł bardziej wczuć się w klimat Amerykańskich lat ‘90.
Nieznany mi wcześniej artysta, Jacko Brango, czyli gitarzysta z zespołu, wystąpił jako support w solowym występie przed koncertem Darki. Okazał się bardzo ciepły i utalentowany, dlatego tym bardziej liczę, że ma przed sobą świetlaną karierę, bo myślę, że nie bez przyczyny został uznany za “Nadzieję Roku 2023”.
Pomimo tego, że koncert miał za zadanie promować nową płytę wokalistki, nie brakowało jej innych, starych numerów, które widownia ewidentnie znała i wspólnie śpiewała. Wykonała piosenki z poprzednich płyt m.in.: “Wojny i noce” i “Helsinki”, co było ładnym nawiązaniem do tego co było i pokazało, że Daria pamięta o swoich “początkach”. Według mnie był to ukłon w stronę fanów, którzy śledzili jej twórczość od początku, co na pewno pozytywnie wpłynęło na odbiór koncertu.
Wrocławska Hala Stulecia jest ogromnym obiektem, który pomieści nawet do 10 tysięcy osób. Podczas imprezy, Zawiałow wspominała, że jest to jej pierwszy koncert takiego rozmachu, a jednak nie dała po sobie poznać, że ma jakąkolwiek tremę. Widownia była pełna, a my pod sceną bawiliśmy się kapitalnie. Było śpiewanie, tańczenie i klaskanie, czyli wszystko to, co pojawia się na najlepszych koncertach. Ponadto, Hala jest świetnym miejscem do organizacji eventów muzycznych, bo ma fenomenalną akustykę i nagłośnienie na najwyższym poziomie, więc fani wyczuleni na kwestie audio powinni być usatysfakcjonowani. Jednym minusem był mikrofon Darii, ponieważ momentami nie było jej słychać wyraźnie, ale możliwe, że na trybunach nie było to za bardzo odczuwalne.
Pomimo tego, że koncert miał za zadanie promować nową płytę wokalistki, nie brakowało jej innych, starych numerów, które widownia ewidentnie znała i wspólnie śpiewała. Wykonała piosenki z poprzednich płyt m.in.: “Wojny i noce” i “Helsinki”, co było ładnym nawiązaniem do tego co było i pokazało, że Daria pamięta o swoich “początkach”. Według mnie był to ukłon w stronę fanów, którzy śledzili jej twórczość od początku, co na pewno pozytywnie wpłynęło na odbiór koncertu.
Wrocławska Hala Stulecia jest ogromnym obiektem, który pomieści nawet do 10 tysięcy osób. Podczas imprezy, Zawiałow wspominała, że jest to jej pierwszy koncert takiego rozmachu, a jednak nie dała po sobie poznać, że ma jakąkolwiek tremę. Widownia była pełna, a my pod sceną bawiliśmy się kapitalnie. Było śpiewanie, tańczenie i klaskanie, czyli wszystko to, co pojawia się na najlepszych koncertach. Ponadto, Hala jest świetnym miejscem do organizacji eventów muzycznych, bo ma fenomenalną akustykę i nagłośnienie na najwyższym poziomie, więc fani wyczuleni na kwestie audio powinni być usatysfakcjonowani. Jednym minusem był mikrofon Darii, ponieważ momentami nie było jej słychać wyraźnie, ale możliwe, że na trybunach nie było to za bardzo odczuwalne.
Koncert rozpoczął się od mocno promowanego numeru “Z tobą na chacie” i to był strzał w dziesiątkę. Bardzo lubię ten utwór i pozwolił mi on na wczucie się w klimat. Muszę przyznać, że po zakończeniu eventu wracałam do domu ze zdartym gardłem i szumem w uszach, co zdecydowanie świadczy o tym, że Darka po raz kolejny pokazała na co ją stać.
Pozytywnym zaskoczeniem, aczkolwiek nie niespodziewanym było pojawienie się gości specjalnych. Mam wrażenie, że jest to coraz częstszy zabieg, który w większości wypadków wychodzi nad wyraz dobrze. Wystarczy spojrzeć na koncerty Dawida Podsiadło u którego goście grają ogromną rolę i to w dużej mierze ich zasługa, że impreza przez parę tygodni jest na językach fanów.
U Darii Zawiałow również wyszło zgrabnie. Jako pierwszy wystąpił wszystkim dobrze znany Mrozu, pochodzący z Wrocławia, więc był najbardziej typowaną gwiazdą przez fanów. Co jak co, ale Mrozu umie poruszyć najbardziej oporną publiczność. Zaśpiewali dwie piosenki, jedną ze swojego repertuaru “Palę w oknie”, a drugą Darii “Złamane serce jest okej”.
Pozytywnym zaskoczeniem, aczkolwiek nie niespodziewanym było pojawienie się gości specjalnych. Mam wrażenie, że jest to coraz częstszy zabieg, który w większości wypadków wychodzi nad wyraz dobrze. Wystarczy spojrzeć na koncerty Dawida Podsiadło u którego goście grają ogromną rolę i to w dużej mierze ich zasługa, że impreza przez parę tygodni jest na językach fanów.
U Darii Zawiałow również wyszło zgrabnie. Jako pierwszy wystąpił wszystkim dobrze znany Mrozu, pochodzący z Wrocławia, więc był najbardziej typowaną gwiazdą przez fanów. Co jak co, ale Mrozu umie poruszyć najbardziej oporną publiczność. Zaśpiewali dwie piosenki, jedną ze swojego repertuaru “Palę w oknie”, a drugą Darii “Złamane serce jest okej”.
Kolejną gościnią była Mery Spolsky, która pomimo tego, że nie zrobiła na mnie najlepszego wrażenia wizualnego, tak wokalnie wprowadziła w pozytywnie duże osłupienie. Zaśpiewały wspólnie cover “Sic” autorstwa Hey. Mocna piosenka, z dobrym przekazem o asertywności , który idealnie nadaje się na rockowo - popowy koncert. Drugą piosenką było “Nie dobije się do ciebie”, pochodzące z albumu Darii “Helsinki”. Pomimo tego, że wokalistka jest relatywnie młoda to już kilkukrotnie była nominowana do nagrody Fryderyka, a w 2022 roku wystąpiła jako support przed koncertem Coldplay.
Ostatnimi gośćmi wieczoru byli bracia Kacperczyk, czyli Maciek i Paweł, którzy również są artystami młodego pokolenia, co dodało “świeżości” na koncercie. Zaśpiewali swoją piosenkę “Chodź, razem na chwilę umrzemy”. Widać, że występowanie na scenie sprawia im przyjemność i dobrze się na niej czują.
Z pewnością mogę powiedzieć, że podczas koncertu było kilka wzruszających momentów, nie tylko dla Darii, ale i odbiorcy na trybunach. Pierwszym z nich było wykonanie “Ballady o niej”. Jak się okazało jest to piosenka o babci artystki, która niestety zmarła podczas nagrywania płyty “Dziewczyna pop”. Utwór nie należy do tych wolnych i nostalgicznych, ale jeżeli zna się jego genezę i wsłucha w słowa, to można przez chwilę zatracić się w smutku. Kolejną tego typu wykonaną piosenką była “Bambi sarenka”. Myślę, że uważny odbiorca szybko jest w stanie zrozumieć o czym jest ten utwór, który jest również emocjonalny i pokazuje trudności złamanego serca.
Cały koncert był dopięty na ostatni guzik, a Daria nawiązała niezwykły kontakt z publicznością. Pomiędzy piosenkami zawsze starała się powiedzieć coś od siebie, było widać, że bawi się równie dobrze co jej widownia. Przyjemnie się patrzy na jej dynamicznie rozwijającą karierę, bo najwięksi fani pewnie pamiętają, że artystka zaczynała od “Mam talent” i “X Factor”. Dzisiaj możemy ją obserwować nie tylko na “Męskim Graniu” czy własnych solowych koncertach, ale i jako gościnę u innych znanych wokalistów m.in. na koncertach Dawida Podsiadło. Jest to przykład wielkiego talentu i w mojej opinii Daria nie powiedziała jeszcze swojego ostatniego słowa.
Podsumowując, wrocławski koncert Darii Zawiałow z “trasy ‘92” był absolutnym majstersztykiem i wielkim widowiskiem. Kreatywna scenografia i historia płyty, dzieląca się na rozdziały jest czymś nowatorskim i unikatowym. Ponadto Jacko Brango jako support i zaproszeni goście również stanęli na wysokości zadania, czyniąc ten event czymś więcej niż tylko koncertem do zobaczenia. Wielkie gratulacje, chapeau bas Darka!
Komentarze
Prześlij komentarz